Generator

Pół żartem, pół serio o obcym w Twojej głowie. A może to przesada? Coś tam jednak jest

Zjawisko przychodzenia i odchodzenia myśli, które towarzyszy nam od chwili przebudzenia do momentu zaśnięcia, znamy wszyscy. W naszej głowie nieustannie pojawiają się przeróżne myśli, których nagła obecność wydaję się wynikać bez żadnego powodu. Jedne żyją ułamek sekundy, inne odrobinę dłużej, część z nich zatrzymujemy, by daną sprawą się zająć. Są oczywiście i te, które przywołujemy sami i towarzyszą nam przy wykonywaniu codziennych czynności.

Jeżeli przyjrzymy się temu zjawisku nieco uważniej, zauważymy, że ilość pojawiających się, a nie wywołanych przez nas świadomą decyzją myśli, jest większa niż moglibyśmy zakładać. I nie da się tego powstrzymać, tak jak prawie niemożliwym jest nie myślenie w ogóle przez czas dłuższy niż kilka, kilkanaście sekund (pozwolę sobie pominąć stan medytacji). Odkrycie, że kontrola nad myślami nie jest pełna, a organ służący do zarządzania sobą żyje własnym życiem, może być sporym zaskoczeniem. W przypadku podstawowych funkcji życiowych – zgoda. Pień mózgu i nie tylko, jest całkowicie autonomiczny i to oczywisty wymóg przetrwania. Tu jednak mówimy o zjawisku, które wydaje się nie mieć za bardzo sensu. No dobrze, więc co to oznacza? Nie mam najmniejszych kompetencji by napisać choć jedno słowo na temat fizjologii tego procesu. Interesuje mnie w nim coś zupełnie innego. To na co mam wpływ.

Spróbujmy sobie wyobrazić następującą sytuacje, zupełnie hipotetycznie. W głowie istnieje miejsce, ośrodek, który nazwiemy roboczo generatorem myśli. To właśnie źródło i inicjator powstawania myśli, których nie wywołujemy, nie zamawiamy, a i tak wciąż dostajemy pod wskazany adres.

Nie trzeba być wielkim mądralą by założyć, iż generator, o cechach którego rozmawiamy, musi być pośrednim lub bezpośrednim odbiorcą i w jakimś sensie także procesorem przetwarzającym wszystkie otrzymywane za pomocą naszych zmysłów dane i sygnały ze środowiska zewnętrznego. Jak pracuje i jakich mechanizmów używa do przetwarzania owych danych, na tę chwile znaczenia nie ma.

Ważne żebyśmy dostrzegli istotną rzecz: jest świadomy i myślący samodzielnie człowiek i gdzieś tam w jego głowie znajduje się generator, który mówiąc prostym językiem, czasem lubi pracować bez nadzoru nosiciela. To fakty. Co teraz?

Tu mamy pierwszy zgrzyt, bo lubimy myśleć, niektórzy są o tym wręcz przekonani, że zarządzamy sobą całkowicie i autonomicznie. Ci bardziej oczytani z pewną pokorą zostawiają trochę przestrzeni na procesy badane przez neurologów badających jak to jest z tą wolną wolą, ale i tak łatwo wiary w zdolność do samodzielnego myślenia łatwo nie oddadzą.

Odnotowaliśmy napływające, nie zawsze powiązane z czymkolwiek myśli. Ktoś nas pochwalił, ktoś inny sprawił przykrość, boże, żeby to dziecko nie weszło tam, nie wzięło do buzi tamtego… ciągle coś się dzieje. Seria krótkotrwałych obrazów, niekiedy wspomnień,  czy zapachów. Pobudzony generator pracuje pełna parą. Codzienność. Niekiedy to co przynosi neuronowy listonosz nie jest dla nas zbyt miłe. Nie ten wygląd, nie ta waga, nie ta sprawczość, intelekt, jakieś lęki, niepewności,  objawy paniki czy totalnego zagubienia. Oni to pewnie mnie nie lubią, tego nie potrafię, to na bank mi się nie uda.  Ktoś powie no tak, ale co z tego?

Nie ma absolutnie nic złego w tym by „nie dzielić włosa na czworo” i nie szukać problemu. Jednak w tym wypadku nasz własny osobisty interes mówi: stop. Dostrzegam, przy całym zamiłowaniu do siebie i swojej osoby, że w głowie mam coś co potrafi niekiedy być wredne. Coś co podsyła dziwne, niekiedy śmiertelnie głupie wizje. I to coś… nie jest moje. Bo nie mam nad tym kontroli, przynajmniej takiej jakbym chciał. Wniosek jest oczywisty. Nie zawsze jestem swoimi myślami Jeżeli jesteś osobą dojrzałą, życiowo spełnioną, która nie znajduje się w poważnym konflikcie ze światem zewnętrznym mówisz OK i nie ma sprawy. Jeżeli jednak wciąż toczy się w Tobie jakaś walka, niekoniecznie „na noże”, jeżeli Twoja samoocena nie do końca Ci imponuje, jeżeli ktoś Cię łatwo rani czy wzbudza Twój lęk, to ta refleksja moim zdaniem może CI pomóc. Bo Twój generator ma dziwne algorytmy. To ratuje Cię z opresji, to za chwilę gotów ochoczo wpędzać Cię w kompleksy.

Jeżeli założymy, że opisany tu model w jakimś sensie jest prawdziwy, to uświadomienie sobie skutków jego działania, może to skłaniać do zbudowania sobie pewnej perspektywy, jako skutecznego narzędzia samoobrony.

Kowalski mnie zdenerwował! A może było inaczej? To ja na bazie zachowania Kowalskiego podjąłem mało rozsądną decyzje by się zdenerwować, by wejść w jego emocje. Lepiej? No tak, bo to oznacza, że cokolwiek zrobi Kowalski, ja mam wybór. I choć trzeba nad tym nieco popracować sprawdza się na potęgę.

Nie musimy utożsamiać się ze wszystkim o czym myślimy. To żadna zdrada ani udawanie. Po prostu tak jest i na to już wpływu nie mamy. Ale mamy możliwość stworzenia dystansu, odsunięcia się o krok i odrzucenia owych myśli w myśl zasady: halo, halo, to nie moje.

I mało i dużo. Niekiedy nawet bardzo dużo.

Marek Kantar

  1. Awatar Nika
    Nika

    Dystans, odrzucenie myśli, czy można to zrobić?
    Jeśli wszystko układa się tak jak chcemy, pędzimy do przodu, odganiamy myśli których nie chcemy, nie straszne nam opinie innych, ale chodzi właśnie o to jeśli….bo kiedy coś szwankuje, zapominamy o spojrzeniu z dystansu i całym rozsądku, który do tej pory udało nam się wypracować. Nadchodzi noc z pozoru cisza i spokój tylko to co dzieje się w naszej głowie nie daje zasnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *