Przychodzi późno, ale przychodzi zawsze i to jest pewne. Może więc warto zobaczyć w czym rzecz? Choć uprzedzam: i tak, gdy nadejdzie Twój czas, zaskoczenia nie unikniesz. Wykluczenie ma wiele twarzy, niektóre łagodne, inne wyraźnie wrogie. Jedne starasz się rozumieć, z innymi pogodzić się nie możesz i nie chcesz. Wykluczenie to słowo–agresor. Nie ma dobrych intencji. Przychodzi i jak w komedii pyta: no i co mi zrobisz?
Pierwsze, co Cię spotka — no dobrze, co Cię może spotkać — to utrata części autorytetu w oczach dużo młodszych. To raczej naturalne i trzeba zaakceptować, że chcą doświadczać i nabierać mądrości po swojemu, samodzielnie. Z drugiej strony bywa dziwnie, gdy własne dzieci zaczynają instruktaż: co wolno, a czego nie wolno, gdy podrzucają Ci pod opiekę urocze wnuczę. To podajemy, tego nie wolno, tym smarujemy, tamtym nigdy… i tak dalej. No cóż, nie muszą pamiętać, kto zaopatrywał je w dzieciństwie, a Ty pokornie starasz się dostosować. Tu mądrzenie się już nie działa.
Wykluczenie, wbrew pozorom, nie dotyczy wyłącznie świata technologii, choć to właśnie ono najczęściej przychodzi na myśl jako pierwsze. To uproszczenie — wygodne, ale mylące. Technologia jest raczej narzędziem niż źródłem problemu, katalizatorem procesów, które zaczęły się dużo wcześniej i głębiej, w sposobie myślenia i w hierarchii wartości.
Przejdźmy do poważniejszych aspektów zepchnięcia na margines. I bardziej przykrych. Okazuje się, że ile byś nie pracował i kim w życiu byś nie był, w oczach młodszych od siebie nie zostawiłeś po sobie prawie nic ani trwałego, ani dobrego. Możesz się z tym nie zgadzać, ale tu nie o Twoją opinię idzie, lecz o ocenę tych, którzy urodzili się kilka ładnych dekad po tobie.
Brzmi to nazbyt ogólnie, więc wyjaśniam, bo tu już żartów nie ma. Kiedy kłótnie z kolegami w podstawówce kończyły się krótką wymianą niezdarnych ciosów, nikomu z nas nie przychodziło do głowy by przeciwnika kopnąć. Nie wiadomo skąd, ale wiedzieliśmy, że tak nie wolno. Być może nawet nie wiedzieliśmy, że tak można. I nie chodzi tu o sentymentalne wspomnienie dawnych lat, lecz o istnienie niepisanych granic, które regulowały takie i inne zachowania bez potrzeby nadzoru czy sankcji.
Dla dzisiejszego nastolatka pewnie te słowa brzmią jak abstrakcja. A to tylko pierwszy z brzegu przykład. Napotykamy niebezpieczeństwo życia bez zasad, autorytetów, bez szacunku dla pracy i dokonań. Bez hierarchii opartej na wartościach i kompetencjach. To nie jest tylko wzdychanie do młodości, to dla mojego pokolenia bolesne poczucie realnej straty. A to nie ostatnia twarz wykluczenia. Upraszczam, to oczywiste. Wciąż spotykamy się aktami empatii, szacunku, dobrego wychowania. Jednak zgodzimy się mam nadzieje, że wskazówka tego co ważne, wyraźnie przechyla się nam w przeciwną stronę.
Zmiany są czymś naturalnym i nie wszystkie muszą być „po naszej myśli”. Jednak dziś postęp wydaje się przestał dotyczyć wyłącznie narzędzi czy stylu życia. Zaczął demolować psychikę i zdolność samodzielnego myślenia. W co trudno uwierzyć starszemu pokoleniu, ale niczym u Orwella wolność i niezależność z każdą chwilą stają się coraz bardziej rozmyte, by być może za jakiś czas stać się czymś abstrakcyjnym.
Obudziła się także „wielka polityka”, by ponownie łamać nasze marzenia — nawet te o zwykłym, normalnym życiu. Na naszych oczach realizują się scenariusze z dawnych powieści science-fiction, które wydawały się jedynie wytworem wyobraźni autorów.
Pięćdziesiąt lat temu czytałem opowiadanie (chyba Ballarda) o przeludnionym świecie, w którym trudno było o jakiekolwiek lokum. Świecie, w którym każdy szczęśliwy właściciel miniaturowego M, by zostać zauważonym, montował w oknach głośniki i darł się przez nie większą część dnia. Bohater opowiadania obiecywał sobie, że sam przenigdy tego nie zrobi. A gdy w końcu dostał własne miejsce, pierwsze, co uczynił, to otworzył okno i zaczął krzyczeć. Krzyczał głośno i długo.
Mam nadzieję, że te słowa o wykluczeniu nie są wyłącznie przejawem malkontenctwa, a bardziej fragmentem obserwacji. Uzyskując nieograniczony dostęp do świata, jednocześnie coraz bardziej tracimy wpływ na jego kształt. Historia ponownie nie nauczyła nas niczego. I to też jakaś prawda o nas samych — tragicznie wspaniałych, tragicznie głupich.
Marek Kantar

Dodaj komentarz