Z serii Zapiski barmana.
Barmanowi zwierzamy się na potęgę. Barman trzyma fason, a jego bar ugina się od ludzkich opowieści.
W tej serii zapewne będą historie smutne, ale i zabawne. Łączy je jedno – pochodzą od tych, którzy przychodzą do baru samotnie, choć przecież nie sami.
Słuchamy muzy jakiej chcemy. Nikt nam nie wybiera ani nie mówi, czego mamy słuchać.
Oglądamy obrazy, czytamy treści, które selekcjonujemy sobie sami. Wolny wybór. To daje nam poczucie wolności. Z ludźmi tak łatwo już nie jest. Nie zawsze możemy wybierać, nie zawsze możemy rezygnować. Oczywiste.
Dlatego gdy spotykamy kogoś wyjątkowego, lgniemy do niego z radością i bez zahamowań. I gdy czujemy wzajemność, zaczynamy wierzyć, że tak już będzie zawsze, że to nasz czas i nasze wspólne, jedyne terytorium.
Tu jednak także zdarzają się wybory, które bolą, których podjąć nie chcemy. Coś się zmienia, ktoś się zmienia. To miłe i wygodne być dla kogoś wyjątkowym. Ale z czasem nawet wyjątkowość może się znudzić, zwłaszcza gdy bywa powierzchowna. Echo było piękne, głębokie jak ze studni. A to była tylko kałuża.
Twoje doświadczenie i intuicja widziały niejedno, więc niby rozumiesz, z drugiej nie rozumiesz nic. Zawsze jest jakiś powód? Prawda. To jednak nie znaczy, że każdorazowo przyczyny rozkładają się po obu stronach. Kto żyje, ten wie.
A może chodzi o to, że najtrudniej rozstać się z własnym wyobrażeniem? Zaakceptować pustkę tam, gdzie jeszcze przed chwilą toczyła się Twoja codzienność? Szok odstawienia. A patrząc z zewnątrz – niespełnione oczekiwania.
Tak, można się pogubić.
Słuchasz muzyki, przenikają Cię akordy, wprawiając w przyjemne drżenie. Orkiestra gra. Tania, pęknięta struna, fałsz. Wychodzisz, bo lepsza cisza niż fałszywe dźwięki.
Marek Kantar

Dodaj komentarz