Każdy czegoś chce. Także rzeczy niemożliwych.

Bar to strefa specjalna. Ludzie przynoszą tu swoje oczekiwania, niepewność.

Z serii Zapiski barmana cz. 2

Ten gość po lewej przychodzi już trzeci dzień. Zamawia piwo, siada w tym samym miejscu i nie spuszcza oczu z telefonu. Ewidentnie czeka. Z daleka czuć napięcie, jakby strach przed tym, że nie zdąży odebrać, gdy wreszcie zadzwoni.

Nieco bliżej siedzi młody. Klasyk. Ona odeszła po pół roku, a on zdążył się uzależnić. Siedząca przy nim kobieta cierpliwie czeka. Jest doświadczona. Bar to nie alejka w parku, tu decyzje podejmuje alkohol albo impuls. Jeszcze kilka wódek i młody postanowi stanąć na nogi, czytaj – postanowi się odegrać.

Przy największym stoliku grupa młodych pracowników pobliskiego banku świętuje awans kolegi. Nie wiedzą,  że za pół roku zwolni połowę z nich. Dyrektor departamentu przychodzi tu o innej porze i już wie, że po fuzji on też straci robotę. A barman jak lekarz – wysłucha i nie powtórzy.

Ta młoda para wygląda normalnie. Chłopak całkiem sobie, ona naprawdę śliczna. Widzę ją pierwszy raz. Jego częściej, nawet zamawia za każdym razem to samo. Zapatrzona, pewnie jeszcze dziś opowie koleżankom. Sukinsyn.

Jakie to typowe. Oni wszyscy traktują mnie jak spowiednika i element wystroju baru jednocześnie. Nie obchodzi ich, co widzę, co słyszę.

Każdy  z nich czegoś chce, od życia, od siebie, od innych. Nikogo nie zadowala to,  co ma, ani to, czego nie ma. Po co przychodzą do baru? Dziś myślę, że z niepewności. Chcą wyhamować, złapać oddech przed kolejną godziną, kolejnym dniem. Mój bar daje im ten spokój, a oni go czują. Tam, dokąd za chwilę pójdą, wszystko  dla nich jest wyzwaniem. Dlatego wracają.

Marek Kantar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *