Niedokończone sprawy

Są takie rozmowy, które wracają…

„Największymi krytykantami bywają największe miernoty.” To dobre zdanie do zapamiętania. Więc zapamiętałem. Na długo przed historią, o której chcę opowiedzieć.

Kilkanaście lat temu, jako średnio zaawansowany fotograf amator, spełniłem prośbę koleżanki, udzielając jej szeregu porad dotyczących sztuki tworzenia obrazów. Pamiętam, było nieco o kompozycji, cieniach, tonacjach, wszystkich tych mniej lub bardziej potrzebnych słowach. Zaniepokoił mnie nieco za słaby laptop do udźwignięcia Photoshopa i generalnie za wiele pozytywnych słów wówczas nie padło. A jednak chciałem dobrze.

Byłem wówczas na etapie robienia martwej natury i bardzo, bardzo ładnych widoczków. Moje przywiezione ze świata fotografie robiły wrażenie, ale dziś podsumowałbym je krótko: nadawały się na opakowanie czekoladek, a może i nawet bombonierki.

Ale wtedy widziałem to inaczej.

Minęły lata. Kilka dni temu w telefonie uroczy, ciepły głos dawnej znajomej. Wow, jak miło.

– Rzuciłbyś okiem na moje konto na Instagramie?

I tylko tyle.

No pewnie, że rzucę. Rozłączam się i w niepotrzebnym pośpiechu odpalam aplikację na komputerze. Chmury, czerwienie, dziwne zachody słońca, wszędzie mnóstwo szumu. Pierwsze pięć zdjęć, piętnaście, dwadzieścia. Gapię się chwilę i staram się nie myśleć. Długo tak nie daję rady i w końcu przez zaporę przebija się ta myśl:

Dlaczego ja tak nie umiem?

Przecież to świetne. Dziewczyna ma nawet swój styl. Oglądam dopiero kilka minut i już go poznaję, już mnie fascynuje. Prosty aparat, prosta robota, tylko efekt nieprosty.

Kolejne autowyznanie: te zdjęcia mają duszę. Moje nie. No może z wyjątkiem kilku portretów.

Westchnąłem i oddzwoniłem, tak się umówiliśmy. Pytam, co u niej, kto ją uczył i w ogóle.

Uczyło ją pragnienie powrotu.

Przez 12 lat po moich „lekcjach” nie trzymała aparatu w ręku. W końcu przełamała się i od kilku miesięcy robi zdjęcia.

– Mamy niedokończone sprawy, Marku… chciałam Ci pokazać.

I tyle.

Głos bez złości, bez pretensji. Za to z ogromną mocą i radością.

Nie czuję się jak miernota. Ale w tym wypadku trochę wstydu powinienem poczuć. I poczułem.

Moja mama powtarzała czasem mojemu Tacie: „Stary, a głupi”.

Rodzinna tradycja nie zginęła.

Robisz piękne zdjęcia, Alu. Gratuluję.

Marek Kantar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *