Nietrafiony post

To może być taka typowa historia zasłyszana pożną porą, gdzieś przy barze.

Cisza jest lepsza niż fałszywe dżwięki.

Post nie będzie ostrzeżeniem, bo to tak nie działa. Wszystkiemu winne jest nasze pragnienie by ufać. Wiara w osobę, na której w danym momencie nam zależy. Wydaje się niepodważalna i nie ma powodu, by myśleć inaczej. Można nawet uznać, że byłoby to nieuczciwe.

Czasem bywa jednak inaczej.

W trudnych chwilach przykra prawda wyłania się z całą mocą, choć w tym momencie jest już kompletnie bezużyteczna.

I ten fakt czyni też ten wpis sprzecznym samym w sobie. Bo to prawda, która nigdy nie trafia w dobry moment. Dla tych, którzy są w dobrej relacji, wygląda jak zwykłe malkontenctwo. Tych, którzy właśnie jej doświadczyli, razi banałem i oczywistością. Biernych nie interesuje wcale.

Nerwobóle, brak snu  to standardowa cena w takich wypadach. Właściwie nie wiadomo, co boli bardziej: utrata, zawód, rozczarowanie, żal? Może urażona ambicja, a może wszystko naraz. Nie znalazłem w języku polskim słowa na to, co wtedy czujemy. Każde istniejące wydaje się za słabe.

Dobrze, jeśli w pionie trzymają godność i zdrowy rozsądek. Tyle że to takie zewnętrzne rusztowanie.

Jesteśmy wtedy jak rozstrojony instrument. To co na zewnątrz i to co wewnątrz nie gra ze sobą, dudnią fałszywe dźwięki. Przed oczami dobre i złe obrazy toczą swoją walkę. Próbujemy się odnaleźć. Lepiej, gorzej. Budzi się pokora i przywiera jak cień. 

Mało kto przyzna się do prawdziwej skali spustoszenia.

Czas mija, można doczekać spokoju, trudniej rozumienia. Wyjaśnień może być wiele, ale żadne zwykle nie działa skutecznie.

Jeśli relacja gaśnie powoli, łatwiej to jakoś sobie uporządkować. Gorzej, jeżeli wszystko urywa się nagle. Wtedy nie ma czasu

Co na to barman? Lada jego baru ugina się od takich historii. Z grzeczności nie mówi, że są banalne. Mówi: tacy jesteśmy. Lepiej przenieść swoją uwagę i skupić się na tym co dobre. Na wszystkich tych pierwszych razach. Na tym, co wstrząsnęło, co było tą boską energią i sensem. Na tym, co daliśmy z siebie najlepszego i na tym, co najlepszego dostaliśmy.

Oby z czasem stało się czymś jak zdjęcie z młodości. Dobrą pamiątką, a nie śladem po oparzeniu.

Marek Kantar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *