Sprawiedliwość sędziego

Wolna wola kontra pełen determinizm. Co jest złudzeniem, a co faktem i czy naprawdę potrafimy je odróżnić.

Sam Harris i Robert Sapolsky stoją na stanowisku, że wolna wola to iluzja. Rozumiana jako działanie całkowicie niezależne od naszej fizjologii i czynników środowiskowych może być jedynie naszym błędnym wrażeniem. Wniosek ten co prawda wciąż jeszcze ma charakter interpretacyjny, ale jest formułowany w oparciu o obszerną literaturę naukową zakresu neuronauki, biologii ewolucyjnej i psychologii

Twierdzenie o braku wolnej woli wielu osobom wydaje się nieintuicyjne i trudne do przyjęcia. Bez znajomości argumentów łatwo je zbyć i uznać za nośną, acz z gruntu fałszywą hipotezę.

Temat dotyka jednak kwestii ważnych, dlatego przytoczę kilka przykładów i argumentów odwołujących się do mechanizmów leżących u podstaw takiego stanowiska. Nie prowadzą one do ostatecznego rozstrzygnięcia, ale mogą skłonić do poważniejszego przyjrzenia się problemowi. Moim zdaniem warto, bo sporo tam ciekawych informacji.

Muszę jednak zastrzec: dokonuję tu absolutnej zbrodni na materiałach źródłowych. Odwołanie się w kilku zdaniach do ogromu danych naukowych i badawczych jakie znajdują się choćby tylko w jednej pozycji, na które się powołuję, przypomina opis komputera jako kawałka krzemu, stali, kilku dziwnych pierwiastków, plastiku i zaawansowanej technologii. Jednak w tak skrótowej formie nie da się inaczej.

Rozważmy przykład sędziego rozpatrującego sprawę młodego człowieka przyłapanego na sklepowej kradzieży. Na sali sądowej znajduje się oskarżony, obserwatorzy, czyli my oraz sędzia, od którego oczekujemy wydania sprawiedliwego wyroku.

Postawmy absurdalnie proste pytanie: od czego i w jakim stopniu będzie zależał wyrok? Nasze doświadczenie w sposób oczywisty podpowiada, że od:
– dowodów wskazujących na winę lub niewinność chłopca,
– rodzaju i wagi przytoczonych w sprawie argumentów,
– w jakimś stopniu pewnie także od postawy oskarżonego.

Pełna zgoda. Dlaczego jednak nie uwzględniamy sędziego? Bo zakładamy, że sędzia rozważy przedstawione mu informacje i zgodnie z ich analizą i przepisami prawa, wyda końcowe postanowienie. Pytanie, czy wyrok, a zwłaszcza jego wymiar, mógłby zależeć na przykład od nastroju sędziego, większość z nas uznałaby za głupie i niestosowne. Sędzia z założenia ma być osobą bezstronną, a jego decyzje nie powinny być pochodną osobistych przeżyć czy stanu emocjonalnego.

To logiczne i zgodne z naszym przekonaniem. Zatrzymajmy się jednak na chwilę, by posłuchać innej historii. Potem sami ocenimy, czy istnieje tu jakiś związek.

Rozprawę wyznaczono na godzinie 16. Sędzia przez natłok zajęć nie miał okazji by spożyć jakikolwiek posiłek poza jedną poranną kanapką. Osiem godzin bez jedzenia to nie tragedia, ale organizm zaczyna pracować w trybie niedoboru energii. Spada poziom glukozy, zaczynają aktywują się reakcje stresowe. Rośnie kortyzol, a razem z nim – impulsywność. To oznacza mniejsze szanse na spokojną i cierpliwą analizę, większe zaś na szybszą i mniej wnikliwą decyzję.

Sprawa ma się nieco gorzej, jeżeli nasz sędzia przy śniadaniu pokłócił się z żoną. Pełna reakcja stresowa to natychmiastowy wyrzut adrenaliny i noradrenaliny. Poziom znanego nam już kortyzolu wzrasta jeszcze bardziej. To nie są abstrakcyjne nazwy, te substancje realnie zmieniają pracę mózgu. Odpowiedzialne za ocenę zagrożenia ciało migdałowate, staje się bardziej reaktywne, a kora przedczołowa działa pod zwiększonym obciążeniem. Układ nerwowy sędziego pracuje w trybie podwyższonej czujności i napięcia. Co to oznacza? Sędzia powinien poważnie obawiać się podwyższonej drażliwości, mniejszej tolerancji na sprzeciw i przesadnej reakcji na brak skruchy oskarżonego. Czy mam prawo myśleć, że ma lub może to mieć wpływ nie tylko na jego zachowanie, ale i decyzje, także te które podejmuje na sali sądowej?

Poziom komplikacji rośnie jeszcze bardziej, jeżeli sędzia w przeszłości sam padł ofiarą kradzieży. Silne doświadczenia emocjonalne pozostawiają zwykle trwały ślad w mózgu. Hipokamp zapisuje kontekst zdarzenia, a ciało migdałowate utrwala jego emocjonalny ciężar. Gdy w przyszłości pojawia się sytuacja podobna, czytaj: na przykład opis kradzieży na sali sądowej, wspomnienia mogą zostać reaktywowane. Czy to skutkuje automatycznie bardziej surowym wyrokiem? Zdecydowanie nie, nie automatycznie.

Proszę jednak zwrócić uwagę na jeden bardzo kluczowy w naszym rozumowaniu fakt. Proces analizy i oceny faktów nie przebiega w próżni, ale w mózgu! W tym wypadku w mózgu sędziego, z całą jego historią dnia dzisiejszego, wcześniejszych przeżyć i doświadczeń.

Sapolsky przypomina, że omawiane powyżej modulacje biologiczne jakim pod wpływem różnych bodźców podlega nasza psychika i ciało, są realne i mierzalne. Nie rozstrzygają sporu o wolną wolę, ale podważają nasze przekonanie o całkowitej neutralności procesu decyzyjnego.

Dla przeciwwagi rozważmy jeszcze inną sytuację. Zamiast porannej awantury sędzia otrzymuje informację o swoim awansie albo przyjęciu córki na prestiżową wyższą uczelnię. Uruchamiamy skaner. W mózgu sędziego włącza się układ nagrody. Rośnie dopamina, kortyzol spada. Znajdujemy się w trybie bezpieczeństwa. Kora czołowa stabilna, ciało migdałowate słabiej reaguje na potencjalnie konfliktowe bodźce. Sędzia staje się oazą spokoju i cierpliwości. Jest gotów wsłuchać się w argumenty i dokładnie przemyśleć ocenę postępowania oskarżonego. Wszelkie opinie o jego surowości okażą się w tym momencie zwykłym pomówieniem.

Mogło się też zdarzyć, że sędzia sam w młodości nie był dzieckiem idealnym, a nawet miał za sobą mało chlubne epizody. Podobne do opisanych wyżej mechanizmy mogą skłonić sędziego do zmiany perspektywy w ocenie czynu chłopca. Co tym razem stało u podstaw takiej zmiany? Wzrost oksytocyny sprzyjającej większej empatii oraz serotoniny  stabilizującej nastrój.

Przywołałem w wielkim uproszczeniu określone mechanizmy, by wykazać coś, czego często doświadczamy sami: że nasze decyzje są w jakimś stopniu regulowane czy modulowane stanem naszego organizmu, nastrojem i doświadczeniami. A to jest jedynie wierzchołek góry lodowej. Przykład z sędzią, miał zlustrować coraz częściej pojawiające się w nauce przekonanie, że wiele zjawisk bywa uwarunkowanych czynnikami, których jeszcze nie jesteśmy w stanie dostrzec i opisać.

Nawiasem mówiąc gdybym przywołał przykłady naszego działania w stanie silnego zauroczenia lub złości, nikt nie odważyłby się kwestionować wpływu emocji na rodzaj podejmowanych decyzji. Różnica polega więc także na subtelności zjawiska. Warto o tym pamiętać, zanim pochopnie odrzucimy tezę o pozorności naszego samostanowienia.

Sam Harris mówiąc o braku wolnej woli posługuje się prostszymi przykładami. Prosi na przykład, byś ruszył ręką, a potem pyta: dlaczego to była akurat ta ręka. Następnie prosi, byś wymienił nazwisko znajomego i odpowiedział, dlaczego wybrałeś właśnie tego. Czy był to na pewno Twój świadomy wybór? Przecież to nazwisko, albo kilka same pojawiły się w Twojej głowie. Dlaczego akurat te? Nie musisz spieszyć się z odpowiedzą. Prawda jest taka, że cokolwiek powiesz, techniki neuroobrazowania i tak ujawniają fakt, że aktywność mózgu pozwalająca przewidzieć Twój wybór pojawiła się wcześniej, niż Twoje świadome poczucie podjęcia decyzji. Nasze wybory to po prostu wynik ciągu zdarzeń, których złożoność i historia nie są dla nas dostępne. I to nie jest hipoteza.

Jakkolwiek zestawimy fakty czy badania o naszym procesie decyzyjnym, za wcześnie na jakiekolwiek wnioski końcowe. Prawdą jest też to, że odczuwamy silny niepokój na myśl, że może tak właśnie wygląda rzeczywistość. Przewidywanie konsekwencji to już osobna kwestia. Harris proponuje, byśmy dziś nie przejmować się tym nadmiernie. Po prostu odkrywamy głębiej położone poziomy naszych relacji ze światem, otoczeniem i sobą. Podobnych odkryć czeka nas dużo więcej.

A po co o tym wszystkim wspominam? No cóż, zaspokajanie ciekawości oznacza więcej dopaminy, zatem to świetny sposób na jeszcze lepszy nastrój.

Marek Kantar

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *